organizacja ucząca się

Ile osób zatrudnia jednoosobowa firma? Podchwytliwe pytanie. Aby na nie odpowiedzieć, zdefiniujmy jednoosobowe przedsiębiorstwo. Po pierwsze, może to być firma prowadzona tylko przez właściciela. Po drugie jednak, może to być biznes, który po odejściu jednej kluczowej osoby nie jest w stanie funkcjonować i rozwijać się. Czy istnieje sposób uniezależnienia funkcjonowania biznesu od siebie tak, aby dalej się rozwijał i zarabiał dla nas?

Znam firmy, które niemalże stają w miejscu, gdy szef wyjeżdża. Nie ważne, ile miejsc pracy firma tworzy – 3, 30 czy 100. Jeśli wszystkie ważne decyzje podejmuje pan/-i prezes, a reszta osób tylko je wykonuje, to niebezpieczeństwo wisi w powietrzu. Teoretycznie do zadań szefa należy właśnie podejmowanie istotnych decyzji. Pytanie tylko, jak wiele takich prawidłowych wyborów powinien (i jest w stanie) dokonać.

Aby podjąć decyzję, każdy z nas potrzebuje skoncentrować się na zagadnieniu, przeanalizować dostępne dane i rozważyć możliwe opcje. Gdy skomasujemy to wszystko w jednej osobie, na pewnym etapie pojawi się blokada w rozwoju i przepełnienie możliwości percepcyjnych takiego menedżera. Aby wtedy cała organizacja lepiej się rozwijała, kluczowe decyzje szef pozostawia do podjęcia sobie, a resztę deleguje niżej. Więcej o tym napisałem w artykule: Jak realizować projekty na czas? O skutecznym zarządzaniu projektami.

Tworzenie systemu antykruchego

Właściwe delegowanie zadań oraz decyzyjności odpowiednim osobom pozwala firmie się rozwijać. Pozwala budować większą skalę działalności. A jednocześnie przyczynia się to do stabilności organizacji. Dlaczego? Gdy CEO wyjedzie na urlop, sprzeda firmę lub postanowi zostać mnichem, żyć zgodnie z naturą i przeniesie się do chatki w górach, to wtedy przedsiębiorstwo jest w stanie bez niego dalej funkcjonować. Odpowiednio kompetentna osoba (lub grono osób) zajmie jego miejsce.

To się uda, gdy organizacja została stworzona w systemie antykruchym. System kruchy można przyrównać do domina lub domka z kart. Po przewróceniu jednego elementu, struktura zostaje zniszczona. Każdy element układanki jest kluczowy. W systemie antykruchym poszczególne elementy można wymieniać, tworzyć kolejne i multiplikować struktury, jakie już powstały. Służą do tego szkolenia, praktyki i zdobywane doświadczenie. Służy też temu poszerzanie z czasem zakresu odpowiedzialności osób. Możliwe, że popełnią błędy, lecz istotne jest to, by nie były to błędy krytyczne oraz by nie tylko oni, ale i cała organizacja wyciągnęła z nich wnioski.

Do systemów antykruchych należy system lotniczy. Każda katastrofa, każdy problem prowadzi do jego rozwiązania. Nie ma tu czegoś takiego, że „raz stery się zacięły, to trudno, może następnym razem się nie zatną”. Każda katastrofa zostaje przeanalizowana, a błędy konstrukcyjne są zazwyczaj naprawiane we wszystkich egzemplarzach samolotów. Każda pomyłka załogi przyczynia się do usprawniania procedur i systemu szkolenia. To dzięki nim każdy jeden błąd sprawia, że układanka staje się coraz trwalsza.

Twórzmy analogicznie organizacje. Dlaczego tak rzadko małe firmy (i nie tylko małe) nie postępują w ten sposób? Ponieważ nie muszą i konkurenci też tego nie robią. Bo wymaga to dyscypliny, chęci i tworzenia odpowiedniej kultury organizacji. A często wolimy zapomnieć o niepowodzeniu, iść dalej i zadowolić siebie błahym wytłumaczeniem  („bo była mgła”).

W skeczu o kryzysie 2008 John Bird i John Fortune słyszymy na końcu mniej więcej to przesłanie: głupi był ten, kto postanowił sprawdzić, co znajduje się w tych <pustych paczkach>, a rząd powinien spekulantom oddać pieniądze, jakie stracili, by mogli dalej handlować nieistniejącym towarem nie myśląc o tym, co się stało.

Jako ludzie czasami uczymy się na błędach jako jednostki, choć niekoniecznie poprawiamy systemy. Przychodzi nowa osoba do firmy i zazwyczaj od początku musi popełnić wiele błędów, zanim się nauczy. Dzięki odpowiedniemu systemowi szkolenia, można to zminimalizować. Zawsze pojawią się tematy nowe, niespodziewane, z jakimi firma się nie spotkała. Ale każda taka nauczka wzmacnia system, a nie go osłabia.

Nauka na błędach wymaga od nas zaangażowania. Ale w dłuższym czasie pozwala działać szybciej, efektywniej, mieć więcej spokoju i nie szamotać się, gdy spotkamy się z kolejnym podobnym problemem. Myślę, że warto w tym kierunku podążyć.

O autorze

Michał Toczyski(http://www.scorise.com/) - Redaktor portali internetowych od 2006 roku. Dawniej webmaster, programista, aktualnie marketer i przedsiębiorca. Prowadzi firmę szkoleniową Sukces PRO. Współorganizuje projekt Praktyka Sukcesu Dla Szkół. Mówca i pasjonat rozwoju osobistego.

Similar Posts

6 comments

To jest problem – bo zazwyczaj osoby, które mają jednoosobowe działalności, czują się niezastąpione i niełatwo powierzą całą odpowiedzialność na kogoś innego. To i mój problem 😉

Moim zdaniem to bardzo dobre podejście, szkoda że tak rzadko wykorzystywane w praktyce. Pomogłoby oszczędzić wielu problemów.

Nikt nie jest niezastąpiony.

Bardzo obrazowo pokazuje ten tekst z pustymi paczkami problem naszego podejścia do uczenia się na błędach.. ale niektórzy ludzie na serio mają takie nastawienie.

Bardzo ciekawy artykuł dla wszystkich tych, którzy w firmie zachowują się jak osoby niezastąpione

Pozostaw odpowiedź

required*