W ciągu ostatnich lat zmieniał się mój światopogląd związany z przedsiębiorczością. Jak wiele osób swoje pierwsze zainteresowania w tym temacie wiązałem z książkami motywacyjnymi. Pamiętam, jak uważałem, że wszystko jest możliwe, wszystko zależy właśnie od nas, prawo przyciągania działa, należy kupować aktywa, a nie pasywa.

Później zacząłem zmierzać w kierunku tematycznym „poważnego biznesu”. Zacząłem się profesjonalizować odrzucając wszystko, co mogło kojarzyć się z podejściem „hurra, będę milionerem”. Patrzyłem na to z przymróżeniem oka. Wiedziałem teoretycznie, że ten pierwiastek filozoficzny istnieje, lecz nie zwracałem na niego uwagi. Dzisiaj, po kilku latach spotykania przedsiębiorców, którym się udało i tych, którym się nie udało przyjąłem bardziej świeży pogląd na tę sprawę.

Przedsiębiorcy a filozofia sukcesu

Milionerzy i osoby dużego sukcesu, z którymi miałem okazję rozmawiać, a często współpracować, także widzą aspekt duchowy biznesu. Mam na myśli ludzi prowadzących mniejsze i większe firmy. Jedni sprzedają produkty, inni wykonują usługi, zatrudniają liczne zespoły, inwestują znaczne kwoty i jeszcze większe zarabiają.

Sposobów prowadzenia biznesu jest niemal tak wiele, jak przedsiębiorców. Jedni są ateistami,  drudzy głęboko wierzą w istnienie Boga, Siły Wyższej. Kolejni zarządzają w sposób korporacyjny, inni stosują dobrze wypracowane umiejętności miękkie. Coraz większa liczba prowadzących firmy dba o swoją sferę psychologiczną, duchową, nawet filozoficzną. W krajach zachodnich przedsiębiorstwa są wyposażane w ciche, wytłumione sale, gdzie pracownicy, menedżerowie mogą medytować.

Spotykam ludzi, którzy postrzegają Biblię jako najlepszą książkę biznesową. Świat się zmienia, a we mnie odżywa to zainteresowanie zagadnieniami psychologiczno-filozoficznymi, choć na bezpiecznym, nieoderwanym specjalnie od ziemi poziomie.

Dystans do samego siebie

Jeśli działasz na stanowisku kierowniczym, to pewnie zauważyłeś lub zauważyłaś, że nie jest łatwo otworzyć się przed swoimi współpracownikami. W momencie, gdy jesteś osobą, która podejmuje decyzje, koordynuje projekty, możesz mieć opory przed osobistą konsultacją z kimś, z kim robisz biznes. Zauważyłem, że brakuje mi takiego dystansu do samego siebie. Miałem nadmuchane, puste ego i postanowiłem to zmienić.

Cieszę się, ponieważ natrafiłem na człowieka, który zadał mi kilka niewygodnych pytań i w pewien sposób zmienił myślenie o samym sobie.

Być może jesteś menedżerem wysokiego szczebla, dyrektorem, specjalistą, przedsiębiorcą. Niektóre takie osoby stawiają sobie sztuczne, tak naprawdę nieistniejące bariery. Postrzegają samego siebie przez pryzmat biznesowych czasopism, reklam i stereotypów. Uważają, że powinny się zachowywać poważnie, formalnie, że nie wszystko im „przystoi”. Że nie wolno im się wygłupić. Że inni powinni traktować je w jakiś odmienny, bardziej szarmancki sposób. Wywyższają się, czasami nie chcą pokazywać tego na zewnątrz, lecz w głębi ich świadomości pojawia się taka myśl, która podpowiada im, że „są lepsi” od innych.

Na imprezie firmowej menedżerowi nie wypada popisywać się tańcem. W swoim przedsiębiorstwie ludzie ci są panami i władcami, lecz w mniej poważnym, czytaj „formalnym” środowisku nie wiedzą, jak się zachować i podpierają ściany, czują się przyduszeni i odliczają czas do końca zabawy.

To właśnie kwestia dystansu do samego siebie. A przecież są takimi samymi ludźmi, jak inni. Mają głowę, nogi, ręce, coś tam jeszcze. Wykształcili swoje poglądy, sposób zachowania i styl mowy.

Ale mamy do czynienia także z innymi szefami, właścicielami, prezesami, którzy zachowują się adekwatnie do sytuacji. Potrafią zagaić rozmowę, w odpowiednim momencie pochwalić pracownika lub zganić, a także zażartować nie zawsze w sposób poprawny politycznie.

Bez równomiernego rozwoju istnieje niebezpieczeństwo takie, że nauczysz się działać w biznesie, a inne dziedziny życia zaniedbasz.

Sukces wewnętrzny i zewnętrzny

Czasami jest tak, że osiągasz, krok po kroku, coraz większe sukcesy. Część Twoich projektów się udaje, część nie, ale w gruncie rzeczy i tak jesteś do przodu, bogatszy w pieniądze, doświadczenie, zdobytą wiedzę, posiadane zasoby, a często i kontakty. Niekiedy zdarza się, że ludzie dookoła wierzą w Ciebie i Twój sukces – bardziej niż Ty sam. Oswoiłeś się z tą myślą. To prawda, że zrobiłeś wiele wartościowych rzeczy, projektów. Lecz Ty jesteś z branży. Dla Ciebie to jest proste. Uważasz, że każda inna osoba też mogłaby to osiągnąć.

Okazuje się, że nawet osoba bardzo pozytywnie postrzegana, która zdobyła bagaż doświadczeń i zrobiła wiele dobrego, czuje się czasami samotna. Niekiedy ma ochotę rzucić to wszystko i zacząć życie jeszcze raz. Momentami coś się wali, idzie nie po jej myśli. Nie jest prawdą, że ludzie sukcesu zawsze byli szczęśliwi, radośni i nigdy nie mieli trudniejszych chwil. Tylko, że oni się nie załamali i przetrwali.

W naszym ludzkim życiu potrzeba niekiedy kogoś zaufanego, kto nas wysłucha. Popatrzy na naszą sytuację z boku. Spojrzy i zada kilka pytań, na które nie chcieliśmy sobie do tej pory odpowiadać. Łudziliśmy się, że gdy zrobimy ten projekt, gdy zdobędziemy milion, będziemy szczęśliwi. Lecz nie stąd się bierze szczęście. Jest ono już w nas. Przejrzyjmy na oczy i dostrzeżmy tę prawdę zamazaną przez radio, telewizję, media. Przez niektóre populistyczne książki motywacyjne.

Do tego wpisu skłonił mnie Bartek Guzik, nasz dawny współpracownik, a obecnie właściciel przedsiębiorstwa, coach i trener. Szczerze polecam jego konsultacje zarówno tym, którzy dopiero zaczyna swoją karierę, jak również osobom  odnoszącym poważne sukcesy.

Być może z zewnątrz wyglądasz na człowieka bogatego, dobrze zarabiającego, szczęśliwego… lecz czegoś zabrakło i uważasz, że pieniądze wcale nie dały Ci pewności siebie i radości z życia. Może wszystko robiłeś po to, aby Sobie coś udowodnić. Udowodnić także innym, że jesteś wartościowy, bo kroczysz drogą kariery i osiągasz więcej od nich. Może zbyt bardzo zależało Ci na wizerunku osoby bogatej, sławnej, lubianej i zbyt bardzo przejmowałeś się tym, w jaki sposób postrzegają Cię inni.

Staję się najlepszym sobą, jakim mogę być.

Patronaty

Kreatywna grupa Marketingowa – Platinum Group – którą prowadzę oraz nasz portal Mentora.pl patronujemy nad ciekawymi biznesowymi wydarzeniami. Warto być, poznać ludzi, zdobyć wiedzę, wymienić się doświadczeniami i kontaktami:

fot. sxc.hu

O autorze

Michał Toczyski(http://www.scorise.com/) - Założyciel agencji marketingu internetowego Scorise, a obecnie prezes zarządu. Jest odpowiedzialny za zarządzanie jej rozwojem, jakością wypracowywanych rozwiązań i kontakt z kluczowymi Klientami agencji. W biznesie od 2008 roku, kiedy to uruchomił firmę w branży szkoleń biznesowych (Sukces PRO) współpracując z 55 trenerami z różnych obszarów. Na bazie doświadczenia zdobytego przy promocji licznych usług szkoleniowych w 2010 roku zaczął prowadzić agencję marketingową Platinum Group, która w 2012 roku uległa rebrandingowi na Scorise (czyli „wzrost wyników”). Z wykształcenia i zamiłowania ekonomista. Napisał ponad 450 artykułów na tematy związane z zarządzaniem marketingiem, przedsiębiorstwem, komunikacją. Perfekcjonista i pragmatyk wierzący, że w marketingu zarówno kreatywne, jak i sprawne i procesowe podejście pozwala tworzyć wyróżniające się rozwiązania przynoszące efekty biznesowe.

Similar Posts

1 comments

Moje początki też były takie, ale chyba lepiej, że zacząłem od motywujących książek bo jak bym od razu zacząłem czytać poważniejsze lektury to pewnie nie poszedł bym dalej tą drogą.

Pozostaw odpowiedź

required*